Słyszałam to milion razy, "Po prostu mam zły gust w mężczyznach" lub "Wydaje mi się, że lubię tylko złych chłopców" lub "Wydaje mi się, że przyciągam przegranych / użytkowników". Mówię o kobietach, które konsekwentnie zawodzą w związkach z ludźmi, którzy nie zasługują na nie w pierwszej kolejności. Albo jest też przeciwny koniec spektrum, gdzie kobiety nie tworzą żadnego przywiązania do mężczyzny w ogóle, nawet jeśli jest on utrzymankiem lub może sabotują dobry związek. Wiem, bo kiedyś byłam jedną z tych kobiet.

Po kilku latach terapii osobistej, terapii małżeńskiej i odwyku od alkoholu/narkotyków, jedno jest pewne; wszystkie moje problemy z relacjami można powiązać z jedną raną, raną ojca. Byłem żywą, oddychającą, chodzącą raną po ojcu przez większość mojego życia. Mój kryzys tożsamości rozpoczął się w wieku 5 lat, kiedy moi rodzice się rozeszli. Moja matka wychowała mnie jako samotnego rodzica, ojca widziałem raz w dzieciństwie. Nie oferował żadnej formy związku, ani nie wspierał mnie finansowo.

Moja matka wykonała doskonałą pracę kochając mnie, ale to nie to samo co miłość ojca. Małe dziewczynki nie powinny być odrzucane przez ojca. To robi coś z twardym okablowaniem duszy. Po tym, jak zostałam przez niego odrzucona, młoda dziewczyna wewnątrz mnie zdecydowała, że nie jestem dla niego wystarczająca i nie jestem wystarczająca dla żadnego mężczyzny, zdecydowałam, że nie jestem warta miłości. Nie byłam warta inwestycji. Jako dziecko czułam się jak odrzucona i nosiłam tę tożsamość przez szkołę średnią.

Zaczęłam pić w bardzo młodym wieku, palić papierosy i zioło. Te rzeczy pomogły mi w lęku społecznym, z którym się zmagałem, łatwiej było zdobyć przyjaciół i "umówić się" na randkę, łącząc się z substancjami, niż z czymś prawdziwym. Te rzeczy pomogły mi utrzymać przyjaźnie i relacje na powierzchownym poziomie i pomogły mi zapobiec zbytniemu zbliżeniu się do ludzi, co ustanowiło precedens dla moich relacji z mężczyznami.

W wieku dojrzałym stałam się imprezowiczką. Imprezowiczką, która miała w dupie stopnie, sport, zajęcia dodatkowe czy college. Dziewczyną, której brakowało pokory, wdzięku czy poczucia własnej wartości - to byłam ja. Dziewczyna, która nie miała pojęcia, jak mężczyzna powinien traktować kobietę - to byłam ja. Pozwalałam mężczyznom (tak naprawdę chłopcom) deptać po mojej reputacji, godności i szacunku do samej siebie. Nie wiedziałam, co robię, sypiając ze sobą; myślałam, że w ten sposób mam kontrolę. Gdyby nikt mi nie ufał, nie próbowałby się do mnie zbliżyć, prawda? Dużą część problemu stanowiło picie na umór, w kółko i w kółko, ponieważ nie miałem sposobu na kontrolowanie wpływu alkoholu na mój mózg. Niestety alkohol kontrolował mnie w taki sam sposób, w jaki kontrolował mojego ojca, ale to już inny artykuł.

Pamiętam dzień, w którym obudziłam się po upojnej nocy z obcym facetem. Nic nie było inne, ta sama stara piosenka i taniec. Aż do 4 tygodni później, kiedy nie dostałam okresu tak jak powinnam. Byłam w ostatniej klasie liceum. Moja mama była niesamowita, wspierała mnie od samego początku. Zostałem wychowany po katolicku i chociaż mój kompas moralny był całkowicie przekrzywiony, nie wierzyłem w aborcję, nigdy nie była to opcja. Natychmiast zaakceptowałam konsekwencje swoich czynów i zaczęłam się modlić. Kiedy jest się trzeźwym i ciężarną nastolatką, przyjaciele znikają, miałam całą masę czasu, który mogłam spędzić z Bogiem.

Przeprosiłam obficie Boga za swoje czyny i błagałam go, aby był ojcem, którego potrzebowałam. Błagałem go, żeby się mną zaopiekował, żeby zaopiekował się dzieckiem we mnie i żeby zaopiekował się moją matką, która teraz patrzy na bycie dziadkiem, na co na pewno nie była gotowa. Złożyłam obietnice Bogu, że będę lepszą osobą, targowałam się z nim. Chciałem, aby facet wstąpił i był częścią życia swojego dziecka, nie był zainteresowany, tak jak mój własny ojciec nie był zainteresowany mną, historia się powtarza.

Na moim pierwszym badaniu kontrolnym zostałam podłączona do USG, a technik poinformował mnie, że poroniłam. Łzy zaczęły spływać po mojej twarzy i nie przestawały przez lata. Byłam absolutnie zdruzgotana. Nie chciałam tego dziecka, ale zaakceptowałam je. Zaczęłam je kochać, a ono zniknęło. Byłam wściekła na Boga. Poprosiłam go, by wypełnił rolę mojego ojca i oto co dostałam?

Musiałam poddać się zabiegowi, bardzo bolesnemu zabiegowi, aby przywrócić moje ciało na właściwe tory. Ból był niepodobny do niczego, czego doświadczyłem. Potem przyszły recepty. Recepta za receptą była wypisywana, uzupełniana i uzupełniana, gdy próbowałam znieczulić emocjonalny ból środkami przeciwbólowymi. Wiedziałem, ile trzeba wziąć, żeby ból fizyczny się skończył i ile trzeba wziąć, żeby ból emocjonalny się skończył. Wiedziałem, ile wziąć i jak wziąć, żeby mój kręgosłup mrowił, żeby moje ciało rozpłynęło się w moim łóżku w ucieczce. To była błogość w porównaniu do emocjonalnego bólu związanego z przetwarzaniem poronienia.

Po kilku miesiącach zażywania kilku różnych narkotyków mocno się załamałam. Moje lęki i paranoja były nie do zniesienia, moja depresja mnie zabijała i wiedziałam, że muszę rzucić. Zacząłem znowu rozmawiać z Bogiem. Zadzwonił do mnie rekruter z armii i wiedziałem, co muszę zrobić. Musiałam wstąpić do wojska. Desperacko pragnęłam dyscypliny, którą miały inne kobiety, chciałam mieć pewność siebie i chciałam mieć przyszłość. Musiałam podjąć próbę zatrzymania cyklu odrzucenia i leków, albo zamierzałam go powtórzyć. Zaczęłam znowu wierzyć. "Przyszłam do przekonania, że siła większa od mnie samej przywróci mi zdrowy rozsądek". Nie wiedziałem wtedy o tym, ale po raz pierwszy żyłem krokiem 2.

Od 16 lat jestem w wojsku. Znalazłam dyscyplinę i pewność siebie, której mi brakowało, i od czasu opuszczenia domu prowadzę trzeźwe życie od narkotyków. W wojsku poznałam mojego męża; był pierwszym, który nazwał mnie moją słabością, moją chęcią ucieczki, kiedy się zbliżyliśmy, więc go zatrzymałam. Obecnie jesteśmy małżeństwem od 13 lat i mamy 2 córki; są one źródłem mojej inspiracji.

Muszę oddać zasługi Bogu. Nie zrobiłam nic z tego własnymi siłami. Zrobiłem to po tym, jak zdecydowałem się uwierzyć w krok 2: "Gorąco wierzę, że Bóg istnieje, że mam dla niego znaczenie i że ma moc, by pomóc mi wyzdrowieć". Stałem się osobą, którą On chciał, abym był, ponieważ postanowiłem uwierzyć, że mam znaczenie. Uwierzyłam, że jestem godna Bożej miłości.

Największym darem, jaki kiedykolwiek otrzymałam od Boga, jest odzyskanie tożsamości odrzucającej. Powoli, ale z pewnością, te łańcuchy zeszły. Byłam zakuta w kajdany przekonania, że jestem niekochana przez ojca, że jestem niekochana przez ludzi i niekochana przez Boga za moje grzechy. To nigdy nie była prawda. Prawda była taka, że mój ojciec nie był zdolny do bycia rodzicem. Nie miało to nic wspólnego ze mną jako osobą. Prawda była taka, że kiedy zaczęłam pozwalać Bogu, by mnie kochał i opiekował się mną, jak ojciec, którym chciał być, dostałam męża, który akceptuje mnie za mnie; wszystkie moje wady i porażki, a on i tak mnie kocha.

Mój mąż zwrócił się do mnie po kościele, gdy jechałam samochodem w dzień ojca w zeszłym roku i powiedział mi coś prostego, ale zmieniającego życie. Powiedział "Jesteś tego warta. Jesteś warta kochania." Od razu pomyślałam....well, że to przypadkowe.

Potem dotarło do mnie. On mówił do mojego ojca rana. Mówił mi, że jestem wart miłości. Coś, co przez cały czas bardzo chciałam usłyszeć od mężczyzny. To był Bóg w ciele. Moje oczy wypełniły się łzami. Wiesz co? Jestem tego warta. Jestem warta miłości..... i ty też.

Wyzwanie polega na tym, by żyć krokiem 2, by go doświadczyć. To doświadczenie może trwać lata, dekady naprawdę, może całe życie. Ale to wszystko jest częścią podróży, prawda?